Ślubne perypetie, czyli o radzeniu sobie z niespodziewanym

Ślubne perypetie, czyli o radzeniu sobie z niespodziewanym

Agata i Jacek: nasze wesele postanowiliśmy urządzić w ogrodzie. Miało to być małe przyjęcie dla rodziny i znajomych. Chcieliśmy jednak coś o wiele bardziej eleganckiego niż zwykły grill. Dlatego postanowiliśmy, że zorganizujemy parkiet do tańczenia, wynajęliśmy namioty oraz firmę kateringową. Muzykę miał zapewniać znajomy DJ. To on nam uświadomił, że powinniśmy jeszcze zadbać o prąd, bo bez tego nie będziemy mieć ani nagłośnienia, ani oświetlenia.

Poradził, żeby wyposażyć się w agregat prądotwórczy na wesele, nawet powiedział nam, że to powinien być model 6GF-4. Miał już doświadczenie w tego typu imprezach, więc wiedział co mówi. Zastanawialiśmy się początkowo, czy na pewno potrzebujemy takiego urządzenia. Ostatecznie jednak kupiliśmy agregat prądotwórczy na wesele i okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Nie chodzi już nawet o to, że dzięki niemu wesele odbyło się bez żadnych niespodzianek, ale przede wszystkim o to, że przydaje się on nam teraz na budowie, bo właśnie wznosimy własne cztery kąty. Nasze ślubne perypetie rozwiązała agregat prądotwórczy i z pewnością polecamy taki zakup każdemu, kto planuje zorganizować tak jak my wesele w ogrodzie.

Milena i Jerzy: nasze perypetie związane były w fotografem ślubnym, którego uwaga: ktoś nam podkupił. Wiedzieliśmy, że chcemy tego pana, bo widzieliśmy sesję zdjęciową kuzynki Mileny, która była absolutnie fenomenalna. Zarezerwowaliśmy u niego termin z dwuletnim wyprzedzeniem. Wszystko było dograne, umowa podpisana, tyle że w umowie była klauzula o tym, że jeśli fotograf nie będzie mógł dotrzeć z przyczyn niezależnych to zwróci zaliczkę i nie ponosi żadnych konsekwencji. Na tydzień przed weselem fotograf zadzwonił, że złamał nogę. Na szybko szukaliśmy kogokolwiek, kto miałby wówczas wolny termin. Ostatecznie okazało się, że znajomy, znajomego, znajomego robi świetne zdjęcia, choć fotografem profesjonalnym nie jest. Oczywiście trzeba było iść do księdza prosić o pozwolenie. Jeśli fotograf nie ma akredytacji, to teoretycznie nie może robić zdjęć podczas ceremonii. Jednym słowem nerwy. Na szczęście ksiądz okazał się wyrozumiały i całą sprawę udało się rozwiązać na naszą korzyść. A na koniec miesiąc później przeglądają Facebooka fotografa ze złamaną nogą odkryliśmy, że w czasie naszego wesela była na innym, gdzie robił zdjęcia. Pochwalił się sesją pary młodej, na której podana była data ślubu. Zostawiliśmy ten temat w spokoju, bo ostatecznie mamy piękne ślubne zdjęcia, ale niesmak pozostał.

https://lifanpower.pl/15-agregaty

Dodaj komentarz

Close Menu